|
Archiwum
Zakładki:
A o mnie
Blogi o modzie
Blogi twórcze
Polscy zdolni
Polskie szafy
Street & club fashion
![]() Note. I do not have any rights
|
czwartek, 22 lipca 2010
bransoleta wabi-sabi. maria parczewska
![]() "Oto inspiracja płynąca z japońskiej estetyki: Wabi-sabi jest dla mnie estetyką opartą na naturze, która przywraca rozsądną miarę i proporcje sztuce życia - napisał w Wabi-sabi for Artists Designers, Poets & Philosopher Leonard Koren. Wabi-sabi to piękno rzeczy niedoskonałych nietrwałych i niepełnych. To piękno rzeczy prostych i skromnych. Piękno rzeczy nietypowych." Taki tekst znajdziemy na karteczkach dołączanych do bransoletek Marii Parczewskiej, kuratorki Laboratorium Edukacji Twórczej w warszawskim CSW. Bransoletki są zrobione z agrafek (węższe z ponad 700, szersze z ponad 1000), występują w trzech wersjach kolorystycznych + mieszanych. Ich prostota kryje w sobie wiele odniesień; bransoletki mogą być postrzegane przez pryzmat recyclingu, (post)punku, wabi-sabi lub poszukiwania nowych rozwiązań. Mi tymczasem po założeniu na rękę kojarzą się ze zwiniętym w kulkę jeżem. ![]() ![]() Bransolety Marii Parczewskiej można kupić w Ego&Eco przy Nowym Świecie 35 w Warszawie.
środa, 21 lipca 2010
dużo słońca w całym mieście = duże okulary
![]() Siedziałam sobie niedawno na ławeczce na kampusie UW, a obok krążyli biegający w tę i w tamtą studenci. Nagle jedna z mknących jednostek zatrzymała się (chciałoby się powiedzieć - z piskiem opon) i naprzeciwko mnie odtańczyła dziwny układ choreograficzny polegający na przybliżaniu się, oddalaniu, przekrzywianiu głowy i schylaniu, cały czas patrząc się intensywnie w moją stronę. Na koniec utalentowana tanecznie jednostka, przynależąca na pewno do Akademii Śmiesznych Kroków Monty Phytona, podeszła do mnie i powiedziała: "Hej, przez te wielkie okulary nie byłem pewny czy to ty". Pewnie nie po raz pierwszy wielkie, czy może raczej: WIELKIE, okulary przeciwsłoneczne utrudniły komuś rozpoznanie mnie. Chodzę bowiem tylko w takich zasłaniających przynajmniej pół twarzy, najlepiej klasycznych muchach. Dziś się sobie w wąskich, "normalnych" oprawkach po prostu nie podobam. Jest to o tyle śmieszne, że gdy muchy miały swój wielki come back pięć lat temu, w ogóle nie przypadły mi do gustu. Dziś mam pięć par (a szóstą podbieram Mamie), przy czym jedna nie nadaje się właściwie do noszenia, ale nie mam serca jej wyrzucić. Ostatni nabytek stanowią kupione w outlecie Mango okulary stylistyką nawiązującą do projektów Sonii Rykiel [fot. powyżej] - odrobinę kiczowate, bardzo dziewczęce, trochę śmieszne. Gdy mój chłopak je przymierzył, wyglądał jak nowe wcielenie Ziggy Stardust. ![]() ![]() ![]() ![]() Po tym wstępie nikogo chyba nie zdziwi, że na mojej liście marzeń od dłuższego czasu znajdują się okulary Karen Walker [powyżej jej ostatnia kolekcja "Sun Gods", fot. karenwalker.com]. Wśród klientek tej nowozelandzkiej projektantki mody można znaleźć właściwie wszystkich, od Björk i Beth Ditto, po Madonnę i JLO. Jej okulary są duże, ich design - przewrotny, a lookbooki - genialne. Walker stara się łączyć skrajności: męskość z kobiecością, słodkość z mrokiem, delikatność z siłą. Dzięki temu jej okulary po prostu nie mogą się znudzić i śnią mi się po nocach.
sobota, 17 lipca 2010
sukienka rina cossack. mokotowska 73
![]() Trio Plac Trzech Krzyży – Mokotowska – Koszykowa to zagłębie modowe Warszawy, które ciągle się rozrasta (zarówno „wewnątrz” – na Mokotowskiej atelier otworzy Zień, jak i „na zewnątrz” – na Mysią zawita niedługo butik Herrery, a w budowanym wieżowcu na Brackiej będzie podobno działał Louis Vuitton). Nie zdziwiłam się zatem, gdy idąc od Wilczej w stronę św. Aleksandra trafiłam na nowe modowe miejsce. Był to butik Rina Cossack (Mokotowska 73), marki założonej przez Justynę Żmijewską, absolwentkę łódzkiej ASP. ![]() Co można w nim znaleźć? Przede wszystkim sukienki koktajlowe i wyjściowe. Wydaje się, że to właśnie kreacje na premiery/urodziny/śluby/studniówki mają zarabiać na utrzymanie butiku. Nie jest to przy tym żaden zarzut – w końcu większość klientek gdy już chce wydać na jakieś ubranie więcej pieniędzy, to właśnie na sukienkę na większe wyjścia. A te z metką Rina Cossack prezentują dobry poziom – są ładnie uszyte i zgodnie z obowiązującymi trendami. ![]() Wydaje mi się więc, że Mokotowska 73 to adres dla osób, które szukają sukienki bez zbytnich ekstrawagancji na bardziej formalne okazje, ale zarazem chcą wyglądać świeżo i kobieco. Awangardy tu więc nie znajdziemy, ale np. uroczą małą czarną albo podkreślającą nasze atuty ‘bombshell dress’ już owszem. ![]() ![]() Największy problem Rina Cossack stanowią… strona internetowa i zamieszczone na niej zdjęcia. O ile bowiem wystrój butiku jest wysmakowany, lekki i zachęcający do dłuższego pobytu, o tyle zaraz po wejściu na stronę Rina Cossack ma się ochotę jak najszybciej stamtąd uciec. Różnica estetyczna pomiędzy oboma tymi „miejscami” sprawia, że potencjalna klientka czuje się, jakby miała do czynienia z dwiema różnymi markami skierowanymi do dwóch różnych typów odbiorców. szczegóły
![]() ![]() Kokardka i "łaty" na łokcie. Dawno temu i nieprawda, czyli na wernisażu wystawy "A. Przyroda, B. Przemysł, C. Kultura i wypoczynek (szeroko rozumiane)" Jarosława Modzelewskiego w Galerii aTak.
wtorek, 06 lipca 2010
plany na weekend: ściegi ręczne i piknik nad wisłą
![]() ![]() Warszawiacy zainteresowani modą będą mieli co robić w tę sobotę. Od 12:00 do 17:00 na Koszykowej 24 w Cafe 500 miłośnicy polskiej mody będą mogli kupić ubrania i dodatki rodzimych projektantów w ramach "Ściegów Ręcznych". A o 13:00 na żółtej barce "Malibu" nad Wisłą rozpocznie się impreza "Haiti Hawaje Mielno". Tu także będzie można nabyć projekty naszych twórców (w tym podopiecznych AddressBooka), ale również pograć w Twistera lub w Pusha, zjeść flądrę lub pstrąga, a wieczorem posłuchać dobrej muzyki. Zapowiada się fajny weekend.
niedziela, 04 lipca 2010
twarzą w twarz. ewa zwolińska
![]() „’Minefy-obrazy do noszenia’ to koncepcja ruchomej wystawy, w której ubranie to rodzaj ramy a ludzkie ciało to obiekt, na którym zawisa obraz. Dzięki temu następuje tu odwrócenie relacji pomiędzy sztuką a odbiorcą. Obraz staje się czynny – „schodzi” ze ściany i uformowany na kształt ubioru wkrada się w życie codzienne. Obraz żyje na ciele i razem z nim” – opowiada o swoich projektach Ewa Zwolińska, absolwentka warszawskiego ASP. Minefy (nazwa ta powstała z zestawienia "miny" z imieniem Ewy) to namalowane farbą akrylową na bawełnie twarze. Przestraszone, radosne, zamyślone… Łączy je rozmyta, ‘plamiasta’ kreska oraz czarna ‘rama’ trapezowatych sukienek. „Myśląc o Minefach, chciałam, aby powstała swego rodzaju nowa jakość dla nazwania tych wielkich, malowanych twarzy, które razem z noszącą je osobą chodzą, stoją, siadają,....czyli po prostu żyją razem z tymi, których przedstawiają”. Więcej Minef zobaczycie na stronie Ewy.
środa, 30 czerwca 2010
contact me. project album
![]() Pamiętam jeszcze czasy, kiedy po wpisaniu nazwiska jakiegokolwiek polskiego projektanta mody, wyszukiwarka wypluwała najwyżej (a i to, jeśli miało się szczęście) recenzje pojedynczych pokazów. Żadnych danych, żadnych portfolio, żadnego kontaktu. Dziś pod tym względem jest o niebo lepiej, ale nadal nawet będąc stałym bywalcem różnych imprez typu desing days, czytając podpisy do wszystkich sesji w czasopismach i co jakiś czas kontrolnie przeszukując różne bazy z portfoliami pod kątem hasła "Poland", prace wielu utalentowanych osób po prostu gdzieś umykają. Nie zdziwicie się zatem, że zainteresowało mnie ogłoszenie reklamujące Project Album, "designerski przewodnik po branży kreatywnej", które kiedyś znalazłam w Viva!Moda. W końcu to marzenie każdego dziennikarza modowego: dostać listę kontaktów do wstępnie wyselekcjonowanych projektantów, fotografów, ilustratorów, stylistów... To jak dla dziecka wizyta w sklepie z cukierkami :) Nie minęło zatem dużo czasu zanim odezwałam się do wydawców Project Album. Okazali się oni ludźmi pozytywnie zakręconymi, dla których praca w branży kreatywnej to pasja. Uważają (zupełnie jak ja ;), że nasi twórcy i nasze firmy mają naprawdę duży potencjał. Dlatego postanowili wydać album stanowiący rodzaj pomostu pomiędzy 'kreatywnymi' i dyrektorami artystycznymi, managerami, pracownikami działów marketingowych... Project Album podzielony jest na dziesięć części (w tym m.in. "photo", "crew", "art&design", "media"). Każdą z nich poprzedza wstęp - krótki wywiad z osobą reprezentującą dany dział. I tak przed "photo" znajdziemy rozmowę z Victorem Demarchelier, przed "art&design" - z Agathą Ruiz de la Prada, a przed "world" - z Anją Rubik. Tak jak wspomniałam, Project Album skierowany jest przede wszystkim do producentów, marketingowców, agencji PR... Stąd twarda okładka, piękny kredowy papier i cena: 99zł. Istnieje jednak także darmowy internetowy serwis Project Album, na którym można dodawać własne wizytówki i przeglądać wizytówki innych. Powyżej Project Album otwarty na zdjęciach Krajewskiej & Wieczorka w części photo. |