|
Archiwum
Zakładki:
A o mnie
Blogi o modzie
Blogi twórcze
Polscy zdolni
Polskie szafy
Street & club fashion
Note. I do not have any rights
|
wtorek, 09 lutego 2010
"czy to nowe i świeże, czy tylko stosunkowo dziwne?"
![]() "Moje podejście jest proste. To nic innego niż to, o czym myślę w czasie robienia danego ubrania, czy uważam, że jest ono silne i piękne. Rezultat to coś, o czym decydują inni ludzie" - Rei Kawakubo ![]() "-Czy było jakieś konkretne słowo albo uczucie, albo sposób opisywania Comme des Garcons i Kawakubo, które ciągle pojawiało się w odpowiedziach ludzi? - Spójność. Anarchia. Czerń." (fragment wywiadu z Susannah Frankel, która przygotowała materiał o Kawakubo dla "AnOther Magazine") ![]() "- Dlaczego zawsze wracasz do czerni? - Zawsze lubiłam czerń. Niemniej ostatnio czerń stała się tak charakterystyczna jak jeans, dlatego chcę znaleźć czerń jutra." (fragment wywiadu z Kawakubo dla "Interview" z listopada 2008 roku) I powód powstania tej notki: mroczne zdjęcia Comme des Garcons ss2010 by Lina Scheynius dla "AnOther Magazine". Inspirujące.
sobota, 06 lutego 2010
cybernetyczna wiosna
![]() Choć za oknem straszą hałdy śniegu, to niedawno miałam okazję poczuć trochę wiosny. Wszystko za sprawą Centrum Cybernetyki i prezentacji premierowej wiosennej kolekcji Cybernetyki Szwalnia. Markę tę stworzyły właścicielka Centrum Małgorzata Błaszkowska oraz projektantka Monika Jakubiak. Postawiły sobie za zadanie wskrzesić polskie rzemiosło i dostosować je do wymogów współczesnej mody. Mają zamiar prezentować krótkie kolekcje co 3 miesiące. "Każdy fason jest kilkakrotnie odszywany, a najwyższej jakości tkaniny precyzyjnie dobrane" - jak czytamy w materiałach prasowych o Szwalni. ![]() ![]() Jak wypada na tle tych obietnic premierowa wiosenna kolekcja "Kółka, kratki, serca, kwiatki"? Naprawdę dobrze. Głównymi zaletami ubrań Szwalni są materiały (japońskie szyfony nadrukowywane we Włoszech, zszywane w Łodzi - cudo!), a także stosunkowo niskie ceny. Doskonała jakość i ciekawe detale sprawiają, że projekty Jakubiak będą stanowić dobrą bazę dla naszego stroju. Żakiet z fałdą przy dekolcie (foto powyżej) czy koszula z falbaną stojącą wokół bioder to tylko dwa z wielu ubrań-kameleonów tej kolekcji, które w zależności od dodatków mogą nabierać zupełnie różnych charakterów. Niemniej brakuje mi w "Kółkach, kratkach, sercach, kwiatkach" pewnej dozy szaleństwa, nieokiełznanej ekstrawagancji. No ale to już chyba kwestia gustu. Więcej zdjęć z prezentacji znajdziecie na bananowym flickrze. A poniżej przykład, jak fajnie można przedstawić kolekcję ubrań na papierze - zeszyt "Kółka, kratki, serca, kwiatki" Roberta Kuty.
środa, 03 lutego 2010
vogue od a do z
![]() ![]() Mój zbiór książek związanych z modą wzbogacił się ostatnio o ważną pozycję: "In Vogue. The illustrated history of the world's most famous fashion magazine" by Norberto Angeletti i Alberto Oliva. Kiedy tylko wyjęłam z opakowania to potężne dzieło (waży spokojnie ze dwa kilogramy, jak nie więcej) wiedziałam, że dokonałam dobrego zakupu. ![]() Przyzwyczajona do albumów Taschena byłam pewna, że w środku "In Vogue" znajdę mnóstwo obrazków i stosunkowo krótki wstęp z kilkoma faktami. Tymczasem wydawnictwo Rizzoli wraz z Angelettim i Olivą przygotowało dla mnie nie tylko ucztę dla oka, ale również dla umysłu. Każda epoka, każdy redaktor naczelny i każdy ważniejszy współpracownik został tutaj dokładnie opisany. Mamy też mnóstwo 'bonusów': esej Susan Sontag o zdjęciach Avedona; fragmenty tekstów pisanych dla Vogue'a przez Felliniego, Capotego, Huxleya...; wywiad z Newhousem, prezesem Advance Publications, wydawcą Vogue'a, a także wiele, wiele więcej. ![]() ![]() Co szczególnie interesujące, autorzy pokazali jak wielką rolę w kreowaniu naszego rozumienia mody odgrywają fotografowie. De Meyer i Steichen uwidocznili związek między ubraniem a charakterem noszącej je osoby; Penn nauczył nas zwracać uwagę na detale; Avedon przekonał, że strój ma nie tylko "wyglądać", ale i pięknie się poruszać; Newton udowodnił, że mody nie da się oddzielić od naszej seksualności, a Testino ciągle podkreśla, że moda to zabawa, witalność, radość, impreza. Ciekawe, co będzie dalej.
poniedziałek, 01 lutego 2010
indiańska biżuteria i haute couture
![]() ![]() ![]() Następna inspirująca dama to Millicent Rogers. Była wnuczką paliwowego barona Henry'ego Huttlestona Rogersa. Jej ojciec obawiał się łowców fortun i starał się trzymać młodą Millicent krótko, jednak nie do końca mu się to udawało - do jej adoratorów należeli m.in. rosyjski książę Sergiej Obolensky i książę Walii Edward. Jednak największym uczuciem darzył Millicent amerykański świat mody. Jako jedna z pierwszych dostrzegła ona potencjał mody etnicznej. Podczas swojego debiutu zamiast w bogato zdobionej sukni wystąpiła w mandaryńskim szlafroku i w chińskim nakryciu głowy z Chinatown. Wylansowała też modę na austriackie wzory ludowe (przez pewien czas mieszkała w Austrii). Po II wojnie światowej osiedliła się w Taos w Nowym Meksyku. Zbierała dzieła sztuki ludowej, biżuterię, stroje i tkaniny indiańskie. Uwielbiała łączyć je z ubraniami od swojego przyjaciela, Charlesa Jamesa. Potrafiła kupować u niego po kilkadziesiąt egzemplarzy jednego modelu - większości nigdy nie rozpakowywała. Podobno gdy kiedyś sekretarka Rogers zadzwoniła do projektanta by domówić więcej bluzek, poirytowany Charles prychnął: "Millicent, co za chomik!". Na co sekretarka odpowiedziała spokojnie: "żaden chomik, kolekcjonerka". Oprócz kreacji Jamesa Rogers miała w szafie również ubrania Schiaparelli, Mainbochera i Valentiny. Sama też czasem projektowała. Przez wiele lat stale gościła na liście najlepiej ubranych Eleanory Lambert. Jednak w pewnym momencie Millicent najwyraźniej znudziła się modą i w 1948 roku przekazała swoje ubrania Brooklyn Museum. Umarła dwa lata później. Poniżej zdjęcia z Vogue'a z lat 40., które przywodzą na myśl styl Millicent: ![]() ![]()
niedziela, 31 stycznia 2010
blysk na karnawał
Na przepastnych dyskach swojego komputera, jak chyba wszyscy, mam zapisanych mnóstwo zdjęć-inspiracji. Ponieważ sesja powoli się kończy, a karnawał ciągle trwa, postanowiłam znaleźć kilka pomysłów na karnawałowe stylizacje. Na pierwszy ogień idzie błyszcząca kreacja Pauli Gellibrand, socialite, markizy de Casa Maury. Coś pomiędzy syreną a kosmitką; oryginalny przykład mody końca lat 20. ![]() ![]() Choć naprawdę się starałam, nie znalazłam o Gellibrand dużo informacji. Niemniej te, na które udało mi się trafić, bardzo mnie zaciekawiły. Paulę uważano za piękność, porównywano ją do kobiet z obrazów Modiglianiego. Fascynowała m.in. Cecila Beatona (który zresztą wykonał zdjęcia widoczne powyżej). Słynęła z awangardowych strojów: do historii przeszedł kapelusz ozdobiony chińskimi wisteriami i płaszcz w kolorze starannie dopasowanym do tapicerki jej Bentleya. Ulubionym makijażowym trikiem markizy było smarowanie powiek wazeliną, by oczy ładnie błyszczały. Na podstawie życia Pauli Enid Bagnold napisała książkę "Serena Blandish or the Difficulty of Getting Married". Opisywała ona historię dziewczyny, którą stara się wydać za mąż jej opiekunka, hrabina For Di Folio. Opowieść w kilka lat po wydaniu przekształcono w sztukę. W roli Sereny występowała m.in. Vivien Leigh. Warto dodać, że choć Paula mogła reprezentować równie niefrasobliwe i "wyzwolone" podejście do związków jak jej książkowe alter ego, to na pewno nie miała żadnego problemu z wychodzeniem za mąż. Ślub brała trzy razy, w tym z kierowcą wyścigowym, markizem de Casa Maury.
czwartek, 28 stycznia 2010
raj w cyberświecie
![]() ![]() ![]() ![]() Widzieliście "Avatara"? Ja nie, ale najwyraźniej cały świat mody tak - film Camerona zainspirował zarówno Jeana Paula Gaultier, jak i Marię Grazię Chiuri oraz Piera Paola Piccioliego z Valentino. O ile jednak chaotyczna kolekcja JGP nie przykuła mojej uwagi (owszem, fajne dodatki, biżuteria i niektóre wykończenia, ale całość wskazuje na chwilowy problem z wytyczeniem sobie nowego kierunku), o tyle pokaz włoskiego domu mody mocno mnie zaskoczył. Nie chodzi niestety o oryginalność wizji projektantów, którzy choć mieli kilka niezłych pomysłów, to umiejętnie psuli je niedobranymi wykończeniami. Chodzi o wiele bardziej prozaiczną kwestię - gdyby nie podpis koło zdjęć, nigdy nie wpadłabym na to, że patrzę na ubrania z metką Valentino. Co prawda Maria i Pier "na odczepnego" wstawili do kolekcji kilka eleganckich sukni, ale widać było, że nie poświęcili im zbyt wiele uwagi. Zaciekawiło mnie to, bo ciągle mam w pamięci ubrania Alessandry Facchinetti dla Valentino. Wydawało się, że projektantka znalazła złoty środek - potrafiła zachowywać wyrafinowany charakter marki bez popadania w zbytni sentymentalizm. Zamiast udawać, że odejście Garavaniego niczego nie zmieniło, postanowiła przyczynić się do ewolucji wizerunku marki. Jednak Maestro poczuł się urażony i zarzucając Facchinetti brak szacunku dla jego stylistyki doprowadził do jej szybkiego zwolnienia. Ciekawe zatem, co Mistrz będzie miał do powiedzenia na temat "ogrodu rajskiego w cyberświecie", który zaserwowali nam jako haute couture namaszczeni przez niego następcy...
środa, 27 stycznia 2010
słodki cukierek chanel
![]() ![]() ![]() ![]() Kolekcja hc Chanel ss2010 od razu przywiodła mi na myśl obrazy impresjonistycznych malarzy. Wszystko mieni się tu milionami odcieni, kusi delikatnością. Pastelowe barwy zamknięto w formy a to niepoprawnie infantylne, a to zmysłowe i tajemnicze. "...ta sztuka osobista, otulona mgłą, cała w wyznaniach i szeptach; ta koncepcja ludzkiej formy mieszającej się z atmosferą..." - w ten sposób krytyk sztuki Jan Topass opisywał kiedyś obrazy Olgi Boznańskiej, jednak jego słowa można by spokojnie odnieść do ostatniej kolekcji Lagerfelda. Dziewczyny na wybiegu u Chanel sprawiały cudne wrażenie, jakby pochodziły z innego czasu, innego wymiaru. Niemniej Karl nie byłby Karlem, gdyby nie przemycił na wybieg kilku inspirowanych samym sobą elementów, takich jak błyszczące rękawiczki bez palców czy czarny krawat ozdobiony broszką. Projektant dobrze wie, jak czerpać z doświadczeń swojego znajomego, Andy'ego Warhola. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że 90% tych projektów to sam urok, sama słodycz, nic więcej. Gdy pierwsze oczarowanie minie, robi się mdło. |